Wystąpienia bez stresu. Jak dobrze wypaść na żywo, w mediach i internecie
Wydawca | Wydawnictwo RM |
Miejsce wydania | Warszawa |
Rok wydania | 2025 |
EAN (ISBN) | 978-83-8151-927-4 |

Z wystąpieniami publicznymi jest jak z prowadzeniem samochodu – można się tego nauczyć. Tak twierdzi Maciej Orłoś w swojej najnowszej książce, w której z metafory motoryzacyjnej czyni wielofunkcyjne narzędzie. Po pierwsze, jest ona mądrym porównaniem. Po drugie, wprowadza pewną swobodę – choć tak naprawdę bardzo kontrolowaną – wywodu, który z przyjemnością czytelnik przyjmuje, bierze do siebie. Te dwa poziomy niech pozostaną podstawą recenzji. „Wystąpienia bez stresu” to niezwykle istotna publikacja, popularyzująca tematykę, która na pewnym etapie życia dotyczy każdego człowieka – przypomnijmy sobie chociażby odpytywanie przez nauczyciela w szkole przy całej klasie. Z punktu widzenia pracowników rozwijających się nieustannie bibliotek publicznych temat wystąpień również jest gorący. Odpowiednia prezencja złożona z kilku elementów może mieć znaczenie każdego dnia, w każdej sytuacji komunikacyjnej, w jakich obliczu człowiek staje. Sądzę więc, że książka Macieja Orłosia stanowi przykład poradnika uniwersalnego zarówno w odbiorze, jak i na poziomie treści, w której autor przewidział w zasadzie wszystkie warianty wystąpienia publicznego wraz z ich specyfiką i konsekwencjami.
Co jednak jest najważniejsze na dobry początek? Pierwsze wrażenie… Drugiego nie będzie – pisze autor. Jedni wierzą w pierwsze wrażenia, drudzy nie. Nie ulega jednak wątpliwości, że coś takiego istnieje, to fakt niepodważalny i sami na pewno byliśmy świadkami, jak również, uczestnikami pierwszych wrażeń. W kontekście wystąpień publicznych są one istotne, chyba nawet kluczowe. Oczywiście pierwszy czar może prysnąć, ale dobry początek znacząco zwiększa szanse powodzenia w kolejnych częściach wypowiedzi. Orłoś – jak już zasygnalizowałem – pamięta o wszystkim. Nie pomija pudru, który warto zastosować nawet jeśli jest się mężczyzną trochę ładniejszym od diabła. Wszystko po to, aby się nie świecić. Dbałość o wygląd, odpowiedni strój mogą realnie pomóc w wystąpieniu, dodać na starcie otuchy – powiada Orłoś.
Podobnie jak właściwe ułożenie rąk! Broń Boże, nie układajmy ich w pozycji piłkarskiej (chodzi o ochronę przyrodzenia podczas stałych fragmentów gry – kolejna dobra, obrazowa metafora). Kompletność ujęcia problemu imponuje. Orłoś wykorzystuje przestrzeń poradnika w sposób nowoczesny. Najważniejsze węzły, punkty do zapamiętania podsumowuje w telegraficznych skrótach, w których przypomina chociażby: „Pamiętaj o tym, że ludzi nie interesuje twój stres”. No chyba że widownia naprawdę nam źle życzy, wtedy czyha na potknięcia, ale jeśli publiczność nas nie zna, to faktycznie teza Orłosia dotycząca stresu może być zbawienna równie jak porady odnoszące się do nagłych zjawisk (z własnego doświadczenia autor przytacza latające muchy podczas Teleexpressu). Nie brakuje poczucia humoru. Przewija się on przez całą książkę, wskażę tylko charakterystyczny, hardcorowy sposób na stres ze strony 98 (wcale nie chodzi o łyczek czegoś mocniejszego na odwagę). Autor postuluje, że w celu maksymalnej redukcji stresu warto przemówić do pasażerów komunikacji miejskiej… Wróćmy jednak do spraw łatwiej wykonalnych. Orłoś drobiazgowej analizie poddał krótkie (setki) i długie wypowiedzi.
Każdy zainteresowany znajdzie coś dla siebie, coś co akurat najbardziej mu się przyda. Treść w odpowiednich miejscach inkrustowana jest trafionymi w dziesiątkę cytatami: „Potrzebuję co najmniej trzech tygodni na przygotowanie wystąpienia, by potem móc swobodnie improwizować” – tak powiedział Mark Twain. Autor odwołuje się też do badań naukowych, a całość wieńczy alfabetem wystąpień według samego siebie. A zna się na nich jak mało kto. Naprawdę warto mieć tę książkę w swoich zbiorach. Publikacja smakuje jeszcze lepiej w wersji na żywo, czego dowiodły niedawne warsztaty z wystąpień publicznych z Maciejem Orłosiem w Bibliotece na Koszykowej. Oprawa miękka, klejona.