Tylko we Lwowie. Tońko, Szczepko i wszyscy inni
Wydawca | Dom Wydawniczy Księży Młyn |
Miejsce wydania | Łódź |
Rok wydania | 2024 |
EAN (ISBN) | 978-83-7729-771-1 |

Urocza książka. Opowiada nie tylko o tytułowych batiarach, gwiazdorach „Wesołej lwowskiej fali”, ale również o ich karierze filmowej i późniejszych losach. Już sama historia sławnej audycji radiowej, która nadawana ze Lwowa przyciągała przed radioodbiorniki miliony słuchaczy w całej przedwojennej Rzeczpospolitej, jest na tyle pasjonująca, że nie można się od niej oderwać, bo autorzy piszą w lekkim stylu nawet o sprawach tak urzędowych jak powołanie lwowskiej radiofonii w roku 1929, trzy lata po warszawskiej. A do tego dochodzą rozliczne ciekawostki i anegdoty związane z pracą w Lwowskiej Rozgłośni Polskiego Radia. Nawet opis przygotowań do codziennej ramówki jest tak ciekawy, że czyta się z wypiekami na twarzy. I nie trzeba nawet specjalnie lubić radia, wystarczy być ciekawym dawnego Lwowa, bo jego klimat unosi się nie tylko nad radiowym masztem w parku Kilińskiego, ale nad wszystkim o czym Calik i Chorny piszą, a tworzą w swojej pracy mozaikę składającą się na obraz magicznego grodu, którego urok zdeptały buty sowieckich sołdatów w 1939 roku. Jest więc po trosze o wszystkim, o restauracjach, kawiarniach, wyższych uczelniach, gimnazjach państwowych i prywatnych, księgarniach, tramwajach, redakcjach, a także kinach.
Wiemy nawet jakie filmy były w ich repertuarze w dniu wybuchu wojny czyli 1 września pamiętnego roku, kiedy świat stanął na głowie, a potem już nic nie było takie samo, przynajmniej na terenie Europy środkowo-wschodniej. Ale to radio lwowskie jest głównym bohaterem tej opowieści wraz z jego najsłynniejszą audycją, humorystyczną i satyryczną, gwiazdą numer jeden ówczesnych polskich programów radiowych. Jej bohaterowie, Tońko i Szczepko czyli Henryk Vogelfanger, adwokat z zawodu i artysta z pasji, oraz Kazimierz Wajda, zawodowy aktor i spiker, wykreowali na antenie postacie batiarów, lwowskich uliczników, uzewnętrzniając za ich sprawą lwowską gwarę, wymowę, specyficzny rodzaj humoru, a przede wszystkim niezwykły optymizm i pogodę ducha wpisane w lokalny koloryt i wielonarodowościowy klimat galicyjskiej metropolii. Wkrótce znani wyłącznie z radiowych głosów Tońko i Szczepko, nazywani także pieszczotliwie Szczepciem i Tońciem, zrobili karierę filmową i to zaledwie za sprawą dwóch filmów, „Będzie lepiej” i „Włóczęgi”, bo trzeci, „Serca batiarów”, nie zdążył wejść na ekrany z powodu agresji niemieckiej na Polskę, a jego negatyw spłonął w czasie bombardowania Warszawy. Dobra passa „Wesołej lwowskiej fali” zakończyła się nagle, za sprawą ingerencji rządowej. W drugiej połowie lat trzydziestych zamieszczono bowiem skecz opowiadający o wywiadach z holenderskimi krowami w całym kraju, co miało związek z promowaniem czekolady Milka. Jedną z miejscowości była Krynica, gdzie akurat przebywała holenderska następczyni tronu lecząca się z bezpłodności. Ktoś w Warszawie doniósł poselstwu Królestwa Holandii, że radiowcy lwowscy wyśmiali księżniczkę Julianę, która nota bene smukła i wysportowana w niczym nie przypominała krowy, nawet w mocno metaforycznym ujęciu, a w Krynicy sporo jeździła na nartach razem ze swoim książęcym małżonkiem.
Ale afera powstała, bo wyżsi urzędnicy z Ministerstwa Spraw Zagranicznych byli bardzo źli, że muszą przepraszać Holendrów i nie uwierzyli w żadne tłumaczenia radiowców. Audycję zdjęto z anteny, co wywołało protesty w całym kraju, ale wkrótce przywrócono ją, tyle że w innym kształcie. Część słowną ograniczono do minimum, a większość przeznaczonego na nią antenowego czasu wypełniała muzyka. Książka ma znakomite ilustracje, oddające życie Lwowa z międzywojnia, w tym zdjęcia z pracy przed mikrofonem, prób orkiestry w radiowym studiu, widoków ulic i panoramy miejskiej, drużyny piłki nożnej Lechia Lwów, scen z występów kabaretowych i operetkowych, a nawet sióstr zakonnych kopiących rów przeciwlotniczy w lecie 1939 roku. Oczywiście polecam. Nawet bardzo. Oprawa miękka, klejona.